środa, 14 marca 2012

Większy Czarny Kot

Pamiętacie mój post z poprzedniego wiosny, o czarnym kocie który przyszedł za żarciem? I o rudym, który pojawił się tego samego dnia? Dla przypomnienia: http://iwand71.blogspot.com/2011/03/x-x-x.htmlhttp://iwand71.blogspot.com/2011/03/to-juz-tydzien.html
No cóż, mam dwie wiadomości, jak zwykle - dobrą i złą. Na początek ta zła. Rudego Kota nie ma. Zniknął, od jakiegoś czasu wcale się nie pojawia na naszym podwórku ani w ogóle nigdzie. A był to najlepszy przyjaciel naszego kota, zawsze razem chodzili, ganiali się, podgryzali, chodzili do siebie (Rudy mieszkał tylko kawałek dalej), gdy tylko Rudy pojawiał się w pobliżu, Tiggy wybiegał mu na spotkanie, a gdy Tiggy podchodził do jego domu, tamten wybiegał i tak sobie razem spacerowali. A teraz go nie ma. Pojawił się za to na ulicy Duży Rudy Kot, równie brzydki jak tamten, ale dwa razy większy i bez wzorków. Już nawet myślałam że to Rudy tak urósł, ale nie, tamten miał wzorek podobny do mojego Tigusia i pręgowany ogon, a ten jest jednobarwny a ogon ma zabarwiony jaśniejszym kolorem na końcu. No i po płocie chodzi, ale na podwórko jeszcze nie zszedł. Szkoda mi tamtego rudego, bo pomimo brzydkiej mordki (niektóre koty mają naprawdę brzydkie mordy, co nie przeszkadza im być ślicznymi) był milusi, prawie dawał się głaskać i nasze kocisko miało towarzysza zabaw. Może się zgubił, może się znajdzie...
A teraz lepsza wiadomość. Sąsiedzi z domu obok mieli dwa biało-czarne koty, bardziej białe niż czarne, wielkie tłuste i ciężkie, ciągające brzuchy po ziemi bestie. Nigdy nie wiedzieliśmy który jest który bo były takie same, a że są dwa można się było tylko domyślić gdy wychodziły razem. Ostatnio jednak zaczął wychodzić tylko jeden. Piszę ostatnio, ale było to jakieś parę miesięcy temu. A parę tygodni temu pojawił się Czarny Kot. Cały czarny, czarniusieńki jak smoła, młody chyba bo niewielki i bojaźliwy, ale wyraźnie poszukujący towarzystwa w postaci naszego kicia, który jednak nie za wielką miłością do niego pała. Ale po kilku dniach okazało się że z okna sąsiadów wybiegają kolejno 3 koty - najpierw Gruby biało-czarny, potem Większy Czarny, potem Mniejszy Czarny. Gruby zawsze dystyngowanym krokiem udaje się w sobie tylko znane tereny, podczas gdy czarne zwiedzają pobliską okolicę bądź przegonione przez inne koty siedzą w bezpiecznym miejscu, czyli na parapecie okna swojego domu. Dziś rano Większy Czarny zapuścił się aż na nasze podwórko skąd go niestety musiałam przepędzić bo chciał sobie zrobić ubikację z mojej nowej rabaty z prymulkami, ale mogłam mu się przyjrzeć przez chwilę i daję sobie rękę, nogę i głowę uciąć, że był to ten sam czarny kot który rok temu wdarł się do mojej kuchni za żarciem. Taka sama mordka, taki sam biały krawacik, tylko większy i zadbany, futro gładkie i błyszczące. Czy zauważyliście że z kotami jest tak jak z noworodkami, niby wszystkie jednakowe ale trudno je pomylić. To był właśnie ten kot.

2 komentarze:

  1. To Ty już jesteś najprawdziwsza kociara, co jak raz zobaczy kota to już zawsze go potem pozna!

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiesz, niektóre cechy rzucają się w oczy. Ale te dwa grube czarno-białe u sąsiadów (jeden już ś.p.) to niestety rozpoznawałam tylko po tym że jednemu brzuch mniej zwisał. A znowu dwa sjamskie u kolejnych sąsiadów różnią się tylko tym że jeden ma ciemniejsze łapy od drugiego. Ech, nie ma dwóch takich samych kotów...

    OdpowiedzUsuń